40. rocznica tragicznej śmierci Walentego Badylaka

21 marca br. minęła 40. rocznica tragicznej śmierci Walentego Badylaka, który w proteście wobec fałszowania przez komunistyczne władze prawdy o zbrodni katyńskiej dokonał na Rynku Głównym w Krakowie aktu samospalenia.

Walenty Badylak był żolnierzem AK, który po wojnie osiedlił się w Krakowie. W dn. 21 marca 1980 r. protestując wobec zakłamywania informacji na temat zbrodni katyńskiej dokonał samospalenia na Rynku Głównym w Krakowie. Władze próbowały zatuszować informację na ten temat, sugerując, że był to czyn cierpiącego na chorobę psychiczną starszego człowieka.

Tragiczne wydarzenia na Rynku Głównym w Krakowie przypadkowo uwiecznił aparatem Stanisław Markowski, któremu udało się także uratować zdjęcia.

Po latach - w rozmowie z Adamem Gliksmanem opublikowanej w albumie "Zapis zdarzeń" - Stanisław Markowski tak wspominał to wydarzenie:

Śmierć Walentego Badylaka wstrząsnęła mną i milionami naszych rodaków.  W sferze świadomościowej przychodzą bowiem takie momenty, kiedy ludzie chcą złapać jakiś przyczółek i poczuć, że następuje jakiś przełom lub że stało się coś tak silnego, że oni nie mogą być tylko wobec takiego wydarzenia bierni. Ludzie poczuli, że wobec tej tragicznej śmierci nie można przejść obojętnie. Taki jest charakter Polaków, że potrzebujemy przykładu, charyzmy osób, bohaterstwa ich czynów, które by nas porwały. To się stało na Rynku Głównym w Krakowie, gdzie człowiek – w sumie mało znany – sam zaprotestował w sposób tak dramatyczny przeciwko kłamstwu katyńskiemu. Oczywiście były wcześniej przypadki pobić, także ze śmiertelnym skutkiem, jak chociażby zamordowanie Staszka Pyjasa, ale w przypadku śmierci Walentego Badylaka można było zauważyć jakąś niezwykłą afirmację wolności.

On tym czynem pokazywał, że łaknienie prawdy może być silniejsze niż własna śmierć. Oczywiście próbowano z Badylaka zrobić osobę niezrównoważoną psychicznie, ale  to się nie udało. Jego poświęcenie jest analogiczne do żołnierza idącego na wojnę, który liczy się z tym, że zginie za ojczyznę. Walenty Badylak też oddał życie za ojczyznę. Dla mnie i myślę, że dla wielu ludzi innych, ta śmierć była wielkim katharsis. Ten krok więcej znaczył niż działalność Wolnych Związków Zawodowych, Komitetu Obrony Robotników, czy Studenckiego Komitetu Solidarności. Dla mnie Walenty Badylak stał się przywódcą duchowym, który u progu lat 80. swoim czynem wołał do nas, że to jest moment, w którym trzeba iść na całość.

Gdy w sierpniu 1980 r. byłem w Stoczni Gdańskiej na strajku, widziałem że udzielano ostatniego namaszczenia. Był taki moment, że wydawało się, że się powtórzy się grudzień 1970 r. i że czołgami nas rozniosą. Tak się nie stało, ale ofiara Walentego Badylaka stanowiła przesłanie, że są sprawy, dla których trzeba zaryzykować albo nawet oddać życie.

Tragiczne wydarzenie z 1980 r. upamiętnia Studzienka Badylaka, znajdująca się na Rynku Głównym w Krakowie oraz pamiątkowa tablica umiszczona tam w 1990 r.